"Motywacja jest Twoim punktem startowym, ale to dobre nawyki poprowadzą Cię dalej" Jim Rohn


Znalazłam w internecie swoja kolejną inspirację - słowa Jima Rohna. Bedę na pewno korzystała z jego złotych myśli. Motywacja jest dla mnie początkiem, jest chwilą która powoduje, że wkładam buty sportowe.
Dobre nawyki to powtarzanie tego każdego dnia.
Jak wiele rzeczy możemy zmienić w dobry nawyk?
Wystarczy, zacząc od małych kroków, choćby od dłuższego spaceru w ciągu dnia albo wstania o 10 min. wcześniej. Właściwie dobre nawyki to takie małe rzeczy, z których składa się nasz dzień. Małe sprawy, które tworzą dużą całość, bo czym jest dbanie o jedzenie na siedzocą albo nie oglądanie TV podczas jedzenia. Tak samo można zrobić z wybraniem innej drogi niż obok ulubionego sklepiku z drożdżówkami rano. Każdego dnia spotykam się z ludżmi, którzy walczą ze złymi nawykami, o ile prościej jest wprowadzić dobre zamiast walczyć ze złymi.
Nie znam osoby, która wygrała walkę ze złymi nawykami skupiając się na złym, za to znam wiele osób, które odniosły sukces zastępując zły nawyk - dobrym.
Motywacja, która dla mnie jest ściśle połączona z wizualizacją celów jest dla mnie początkiem, zaś wdrażanie dobrych nawyków - drogą.

Ewa Chodakowska "Zmień swoje życie.." moja recenzja książki



Zachęcona opiniami na temat Ewy oraz tym, że jest sympatyczną osobą i przyciąga swoim entuzjazmem do ćwiczeń , ruchu i ftiness, postanowiłam przeczytać książkę Ewy Chodakowskiej.




 Ksiązka „Zmień Swoje życie z Ewą Chodakowską” Jest bardo ładnie wydana i to jest naprawdę zaleta tej książki. Śliczne fotografie kulinarne, ładna szata graficzna, piękne zdjęcia. Fajnie opracowany dział dieta, z uwagi na wskazówki oraz opis składników odżywczych. O zdrowym odżywianiu czytam od ponad 10 lat, ale wskazówki opracowane przez Panią mgr nauk o żywieniu Martę Kozub są ciekawe i niektóre nowe dla mnie. Są naprawdę ciekawie zebrane pod kątem zdrowia i urody kobiet.
            Jeżeli chodzi o wykorzystanie notatek pod własnym kątem to myślę, że forma notatnika średnio się sprawdza. Czytelnik z reguły nie chce niszczyć na zawsze książki i woli prowadzić dziennik w swoim osobistym terminarzu.
Dział odżywianie jest ciekawie opracowany, przepisy są smaczne i do zrobienia przez normalna kobietę w domu, nie są monotonne. Jadłospis  jest ciekawie ułożony i najważniejsze nie brakuje w nim składników odżywczych, białek, tłuszczy i węglowodanów.
Śniadania są smaczne i różnorodne, zawierają węglowodany wolno uwalniające się,  autorka wymienia moje ulubione śniadania czyli min. jajka i owsiankę.

Obiady także sa dobrze opracowane, ale na pewno wymaga to modyfikacji dla osób pracujących i jedzących tzw. posiłek obiadowy czyli 14-16 w pracy i nie mających okazji pójścia na lunch.
Nie każdy umie zmodyfikować ten posiłek tak aby zawierał  potrzebną ilość białka , witamin, węglowodanów i tłuszczów.
Zwraca uwagę na kolację – ostatni wieczorny posiłek, który nie powinien składać się w przewadze z węglowodanów ale właśnie z białek.
Mam jednak duże wątpliwości co do tzw. przekąsek. Uważam, że zostały w książce niedopracowane. Piszę to nie bez powodu. Czytałam książkę mojego guru czyli Jillian MIchaels , która to proponuje konkretne snack na przekąskę, które nie powinno przekroczyć 200 kalorii.
Z mojego doświadczenia wiem, że jeżeli jest napisane – „kanapki z pastą z awokado i twarożku” – to dla niektórych kobiet będzie to oznaczało dwie małe kromeczki razowca z cienko posmarowaną pastą, ale dla mnie (J) oznacza to 3 duże kromy razowego na zakwasie z całym awokado i serem.
Jeżeli chodzi o przekąski to nie powinny razem przekroczyć chyba 300 -400 kalorii, niestety Ewa Chodakowska w swojej książce nie podaje porcji i „pokrętna osobność” taka jak moja będzie kombinowała i z małej przekąski zrobi się coś a la 300 kalorii x 2. Jestem tego świadoma dlatego staram się wyeliminować tego typu „furtki” i deklarować z ilością. Dla mnie lepsze będą oczywiste  w miarę określone porcje.
Ostatnia część książki to ćwiczenia. Trening jest ciekawie opracowany i zawiera ćwiczenia rozgrzewające, ćwiczenia na macie, w pozycji stojącej oraz ćwiczenia na korpus. Plan treningowy uwzględnia  wszystkie partie mięśni i jest do wykonania dla początkujących, średniozaawansowani mogę sobie nieco utrudnić przez powtórzenia.

Niestety mimo wskazówek Ewy w książce pojawia się problem. Początkujący , a do takich osób ta książka jest skierowana, napisana i dystrybuowana (przypomnę tylko że dystrybucja tej ksiązki jest prowadzona nie tylko w Empikach i księgarniach internetowych ale w Biedronce! Więc zamysł PR był taki żeby dotrzeć do Mas z ta książką), nie będzie wstanie przez pierwsze dni wykonywać treningów bez wertowania książki.

Tu się kłania przewaga filmu, który jest medialny i pozwala na kontakt z prowadzącym, nad książką w formie drukowanej. Przykładowo początkująca kobieta, nie ćwicząca wcześniej nie będzie w stanie zapamiętać  8 różnych rodzajów ćwiczeń nie zaglądając do książki. Ewa wyraźnie pisze, żeby wcześniej sobie przeczytać i zapamiętać. Poprosiłam więc niedoświadczoną koleżankę i nie była w stanie zapamiętać tego nie sięgając do książki.
Z kolei sięgając do książki nie jesteśmy w odpowiednim tempie  (i tętnie) wykonać efektywnie ćwiczeń. Ewa proponuje 30 minut , jeżeli trening ma przynieść efekt to trzeba zwracać uwagę na tętno i przerwy.
Według mnie nie na początku chociaż w książce powinny być jakieś obrazki, a nie cyferki.
Kolejnym elementem w książce sa Motywacje. Napisane przez Ewę motywacje są miłe dla ucha i oka, bardzo pozytywne, żeby nie powiedzieć „lukrowe”. Ewa często podkreśla znaczenie endorfin, momentami czuję się jakbym czytała Ewę Foley etc.

W sumie nie można krytykować pozytywnych, miłych słów, ale do mnie docierają motywacje innego typu, trochę mniej „lukrowe”.
Ostatnią rzeczą, którą chciałam ocenić jest miejsce na „Twoje notatki”.  Z wywiadów jakie przeprowadziłam ze znajomymi oraz to się potwierdza moim osobistym zdaniem – nie chcemy pisać po książkach i traktować ich jak notatnika. Są dwie rzeczy osobisty notatnik- organizer diety  do tego stworzony oraz książka. Książka jest zawsze dla mnie sacrum po której z dzieciństwa nauczyłam się, żeby nie bazgrać. Dla mnie i innych przyjaciółek pomysł z notatkami nie trafiony.

Podsumowując książka ma swoje zalety i jest to na pewno ładne graficzne opracowanie i wydanie książki. Cenne wskazówki dotyczące diety, zwłaszcza Kolacji i  obiadu, smaczne przepisy z opisem składników odżywczych. Ciekawie opracowany jadłospis na te 30 dni. Wadą książki są niedopracowane przekąski z zbyt dużym polem manewru co do wielkości porcji. Techniczne możliwości wykonania treningu przez niedoświadczoną potencjalną osobę, nie znającą na pamięć ćwiczeń fitnessowych. Niepotrzebne wstawienie notatek w książce oraz niejednokrotnie krótko parolinijkowa  motywacja na jednej stronie książki.