Więcej ćwiczeń - większy apetyt i stres a co za tym idzie przemęczenie i brak efektów odchudzających

Wydaje się, że wraz ze zwiększeniem aktywności fizycznej powinna iść większe spalanie tkanki tłuszczowej. W moim oraz w przypadku kilku moich znajomych kobiet tak się nie dzieje. Jeżeli chodzi o wytrzymałość i siłę mięśni to musze przyznać, że efekty są, jeżeli chodzi o utratę tkanki tłuszczowej to nie ma.
Robiłam przez dłuższy czas 3 treningi w tygodniu:  w tym 2 biegowe i 1 interwałowy lub siłowy.
Stwierdziłam, że mam słabe efekty w zmianie składu mojego ciała (mięśnie/tłuszcz) i postanowiłam zwiększyć ilość treningów do 5 treningów w tygodniu: wtorek, czwartek, piątek, sobota i niedziela - w sumie ponad 5 godzin ćwiczeń, w sobotę i niedzielę po 1.5 godziny - bieganie interwałowe lub na długi dystans.
Co było efektem: zwiększenie apetytu, zwiększenie ilości mięśni i mojej wagi. zwiększenie obwodów, zwiększenie wydolności i siły, brak utraty tłuszczu.
Zrobiłam to, żeby sprawdzić jak reaguje mój organizm. Zauważyłam także, że każdy organizm jest inny, ale niektóre reakcje mamy pewne - za zwiększeniem ilości i intensywności treningów idzie zwiększenie apetytu.
Tym bardziej idea - ćwicz więcej i jedz mniej u mnie nie działa.
Do jakich wniosków jeszcze doszłam:
Mam odczucie, że mój organizm ma zablokowane tracenie tłuszczu i mimo iż będę go "męczyła" różnymi treningami HIIT oraz wszelkie inne skalpele typu P90X, ZWOW, Body Skulp, Body Beach etc. nie jestem w stanie przy moim trybie życia zrobić więcej.
Zwiększam intensywności i ilość albo tylko intensywność - rzucam się na węglowodany, ale co ciekawe nie zaraz po trenngu ale np. na drugi dzień "w poniedziałek".


Po takim treningowym weekendzie gdy w sumie ćwiczyłam 3 godziny, w "leniwy poniedziałek" kiedy siedzę głównie przy komputerze mój organizm wariuje.
Postanowiłam zrezygnować z części trenigów i robic tylko te dla przyjemności - bieganie w sobotę, rozciąganie na macie w tygodniu i ewentualnie jakiś krótki HIIT.
 Postanowiłam poszukać czegoś co uspokoi mój organizm po dawce sportu i stresu, który mu w ostatnim roku zapewniłam. Zależy mi na zdrowiu, ale także na zmieszczeniu się w aktualne ubrania z szafy, a niestety moje nogi zaczeły sie niebezpiecznie rozbudowywać (setki przysiadów z wykrokiem+ odpowiednie ilości białka).
Mam wrażenie, że żeby być zdrowym nie trzeba tyle ćwiczyć. Odczuwam na pewno to, że jestem silniejsza niż przeciętna osoba w moim wieku, ostatnio sprawdziłam to przy upadku ze schodów oraz utrzymaniu się na rekach, co zabezpieczyło mnie przed zbytnim potłuczeniem się.  Wiem, że należy wzmacniać mięśnie, ale mam watpliwości co do tego czy kobiety powinny robić przysiady ze sztangą i mocno rozbudowywać mięśnie. Czy takie rozbudowane mięśnie są mi do czegoś potrzebne? Z rozmowy z lekarzem ginekologiem wiem, że tkanka tłuszczowa jest mi potrzebna to prawidłowej pracy hormonów oraz, że zbytnie "odłuszczenie" wbrew swoim genom nie jest dla nas kobiet zdrowe.
Zastanawialam się dlaczego większośc kobiet ma problem z rozbudowaniem mięśni rąk - bicepsów, tricepsów etc. a niekótrzy mężczyźni je po prostu mają nie robiąc czasem nic. Ja mimo robienia ponad 100 pompek dziennie (rano 3x20, wieczorem 2x20) przez ponad rok oraz ćwiczenia z hantlami nie jestem w stanie rozbudować mięsni rąk, za to nogi "pięknie" się rozbudowują (nieznaczne zwiększenie ilości białka w diecie).
Postanowiłam odpocząć, biegać ale mniej ćwiczyć. Ciekawa jestem czy ktoś ma podobne doświadczenia?